Klub Kolarski 253

Jak mierzyć tempo i puls podczas biegu?

Co prawda do biegania wystarczy para butów, ale by choćby chcieć robić jakieś postępy warto porównywać ze sobą wyniki biegów. Niektórym wystarcza zwykły zegarek, można nim zmierzyć czas i puls metodą “na trzy palce”. Ale dzięki uprzejmości naszego klubowego gadżeciarza Luka 😉 miałem możliwość pobiegać z bardziej zaawansowanymi urządzeniami pomiarowymi. Co jest mi potrzebne? Stoper to podstawa, bardzo przydatny jest też pulsometr do pomiaru wysiłku serca. GPS? Dyskusyjne, wrócę do tematu. Każde rozwiązanie ma swoje plusy i minusy, więc raz, dwa, start!

Stoper z pulsometrem

Na początku korzystałem z takiego urządzenia, dostępnego niegdyś w Lidlu – a zatem marka Crivit, drugi z lewej na górnym zdjęciu. W prostocie leżała siła i słabość – po prostu wybierało się tryb pomiaru serca, wciskało “start” i już. Jeśli jednak nie biegamy po stadionie, jakoś trzeba zmierzyć pokonaną odległość – bez tego nie pozamy tempa! To mało praktyczne, zwłaszcza jeśli lubimy biegać różnymi drogami i bez planu. Danych nie można było nijak przesłać do komputera, a nawet zatrzymać procesu ich zbierania – więc trzęsącymi się ze zmęczenia palcami przepisywałem szybko informacje dot. czasu przebywania w zakresach pracy serca (wydawało mi się, że to potrzebne). Łatwo było też skasować sobie wynik biegu, wciskając któryś z przycisków w niewłaściwej kolejności. Ogólnie rzecz biorąc nie polecam.

Telefon z GPS

Narzucający się wybór, od razu pod ręką jest aparat do zrobienia sobie selfika z dzikiem w lesie, możliwość zgromadzenia godzin muzyki lub podcastów i możliwość wgrania dziesiątek apek sportowych. Wiele z nich to prawdziwe treningowe kombajny, zwiększające zaangażowanie biegacza rywalizacją z innymi, wirtualnymi nagrodami i efektownymi wizualizacjami postępów. Strava, Endomodo, RunKeeper – jest w czym wybierać… Dość długo korzystałem z polskiej apki Pace Control, która świetnie sprawdza się jako podpowiadacz tempa.

Jest jednak pewien duży minus: praktycznie nie ma małych komórek! Trudno biegać z cegłą w dłoni, a mało które spodenki mają dobrą kieszeń (nie mówiąc już o potoodporności) do schowania telefonu tak, by nie przeszkadzał. “Arm-bandy” do wieszania komórki na ramieniu są naprawdę niewygodne i mogą doprowadzić do kontuzji; nijak nie mogłem odczytać czegokolwiek z tak zawieszonego ekranu. Jako-tako sprawdzały mi się jeszcze telefony z ekranem o wielkości ok. 3 cali (świetna Motorola 320XT, Nokia C5-03), ale to są już prawdziwe zabytki techniki i współczesne oprogramowanie na nich zwyczajnie nie działa. Praktycznie niemożliwe jest też podpięcie pod stare telefony pasów z pulsometrem. Tu uwaga: tanie pasy z nadajnikiem Bluetooth są tanie, ale mało wygodne: twarde i mało precyzyjne. GPS w telefonie nie jest też bardzo dokładany, więc zarejestrowana trasa i prędkość mogą mieć spore odchyłki – zwłaszcza w lesie. Przykład poniżej:

Zdecydowanie nie zbierałem grzybów podczas robienia kółek wokół parku 🙂

Ogólnie telefon sprawdzał mi się zimą, gdy biegałem w bluzie lub kurtce z kieszenią na piersi lub gdy siedział w plecaku. Ale kto rozsądny biega z plecakiem? 🙂

Footpod + zegarek biegowy bez GPS

Dziś egzotyczne połączenie, ale niegdyś dość popularne. Footpod to mały krokomierz doczepiany do języka buta, łączący się automagicznie z zegarkiem biegowym. Działa to zadziwiająco dokładnie o ile biegamy po płaskim terenie. Technologia powoli zanikająca, co przekłada się na dobre okazje do zakupów: np. używany zegarek Garmin FR60 można (wiosna 2017) kupić za ok. 70 złotych. Footpod to ok. 45 zł. Można wciąż upolować komplet Suunto M5 za dziesięć razy więcej. Zalety? Niewielkie rozmiary, praca na baterii (zwykła CR2032) liczona w miesiącach, a nie w godzinach, a przede wszystkim natychmiastowa reakcja na zmiany tempa biegu. Wiele modeli z GPS korzysta z footpodów właśnie jako precyzyjnych mierników tempa i długości kroku. To też dobry wybór dla chroniących swoją prywatność – nie pozostaje żaden ślad gdzie się biegało 🙂 I jednocześnie główny mankament dla potrzebujących tej informacji…

Zegarek z GPS

Najpopularniejsze rozwiązanie dla ciut bardziej zaawansowanych biegaczy. Tanio jednak nie jest, bez kilkuset złotych nie ma czego szukać na rynku – a i tak dostaje się bardzo okrojone z funkcjonalności urządzenie (chyba, że zna się Luka). Jest za to wygoda i dość wysoka precyzja informacji. Nowe zegarki mają już zwykle pulsometr wbudowany w kopertę, co pozwala zrezygnować z pasa na piersi. Minus? Łapanie sygnału z satelitów pożera baterie w tempie kosmicznym.

 Co wybrałem?

Ostatnio postawiłem na zegarek z GPS, topowego Garmina sprzed pięciu lat. Trochę przypominam z nim bohatera filmów sci-fi z lat 60, ale ma super baterię, znakomicie wykorzystuje footpoda i równie dobrze działa na rowerze (to w końcu blog klubu kolarskiego!). Jednak gdybym nie znał Luka, pozostałbym przy zegarku bez GPS. W zupełności wystarczy do moich potrzeb.

A tak wyglądają boczki zegarków