Kraksa na pustej drodze…

https://youtu.be/qiesqvCxabs

Trzeba być dosyć specyficznym typem, żeby cieszyć się z gleby na pustej, trzypasmowej ulicy. Cieszę się, bo:

– mogłem się poobijać, a jestem cały

– mogłem poobijać panią, którą miałem wątpliwą przyjemność „puknąć”, a powypadało jej tylko mięso z bagażnika na pół Modlińskiej

– mogły nas przejechać inne samochody, gdyż nasze zdarzenie znienacka objęło aż dwa pasy ruchu

– mogłem rozwalić ramę, pozrywać linki, zmasakrować klamki i wygiąć obręcze

– mogłem stracić możliwość dojechania do pracy, a nawet się nie spóźniłem

A teraz najważniejsze:

mogłem jechać samochodem, a wtedy byłaby mokra plama na asfalcie…

Wstępny bilans strat:

– zniszczona owijka (do wymiany) 20161213_135148

– zryta kierownica pod owijką i pod kapslem 20161213_135158

– lekko poharatany kaptur 20161213_135139

– lekko wgięty lewy baranek do wewnątrz 20161213_135212

– problemy ze zrzucaniem z blatu (mam nadzieję, że to kwestia linki a nie klamki)

– lekkie zarysowanie przedniej obręczy (świeżo założonej Mavic Aksium)

– standardowe siniaki na łokciu i d…

No i lekka rysa na psychice, bo okazało się, że wykreślenie ze słownika pojęć typu „pierwszeństwo na DDR” czy „zielone światło” to i tak za mało w niektórych sytuacjach. Dobrze, że jechałem Trabantem, bo gdzie ja bym znalazł taką fajną owijkę do Cube’a?