Sportowy marzec

Skończyły się mrozy, zaczęło się sportowe życie 🙂

Nie, żebym nie lubił zimna, w końcu w ferie trochę pozjeżdżałem na nartach i poprzecierałem szlak w bieszczadzkim śniegu, ale nie lubię oblodzonych ścieżek rowerowych. Więc kiedy już śnieg stopniał, odpaliłem Marina i pomykam do pracy lub po okolicy. Wymieniłem przerzutkę w Romecie, wysłużoną 105 zastąpiła Sora. Wiem, degradacja, ale za to pracuje na całej szerokości kasety, a nie nie na czterech tarczach. Przyda się jeszcze wymiana sterów i podwyższenie mostka, bo garbienie przestało być w modzie 😉

Wróciło też bieganie. Dość zaskakująco – syn zobaczył baner zapowiadający bieg po Lesie Kabackim i chciał w nim wziąć udział. Niestety (lub stety, bo start płatny) był tam wymóg 16+, więc opowiedziałem mu o naszym lokalnym Parkrunie. Oczywiście się zainteresował, wyrobiłem mu konto i dziś rano przyszliśmy na start. Trochę zimno, więc długie rękawy, ale energii dużo 🙂 Było naprawdę sporo ludzi, bo to była 11. rocznica powstania. Odprawa, fotka, na start!

Nie wiedziałem jak młody pociągnie 5 kilometrów (8,5 roku!), więc ustawiliśmy się pod koniec węża ludzi. Start to marsz w takich warunkach, więc zaczęliśmy wyprzedzać w miarę możliwości i po ok. 500 metrach już mieliśmy w miarę luźno. Pomału przyspieszaliśmy, w końcu osiągnęliśmy nasze tempo ok 5:30/km. Wyprzedzaliśmy w sumie do końca, syn zdobył 70, a ja 71 miejsce, ani razu nie przeszliśmy do marszu. Ale on w swojej kategorii był DRUGI w debiucie, ja hen daleko 😉 Ale na 167 biegnących – bardzo jestem zadowolony, w końcu nie biegałem 1,5 roku, a od w miarę regularnego biegania minęło ponad 3 lata. I nawet okolicznościowe medale dostaliśmy!

A po paru godzinach poszliśmy na kosza.

Duma z syna 🙂