Do Warki!

Z nadejściem wiosny przyszła ciągota by sobie pojechać gdzieś dalej. Miałem kilka pomysłów, ale przy dokładniejszej analizie na mapach większość okazała się zbyt ambita odległościowo lub trudna czasowo. Zdecywałem się na „bezpieczny” wariant – wypad do Warki przez Czersk, z powrotem pociągiem.

Tak się złożyło, że dzień przed wyjazdem wpadł mi w ręce nowy licznik, z funkcją nawigacji po śladzie. Docelowo trafi do żółtej strzały, ale ta czeka jeszcze na drobne regulacje. Wyskoczyłem więc Marinem, zakładając przejażdżki po szutrach i ścieżkach. Plan był prosty: przez Gassy dojechać do szlaku nad wałem wiślanym, pojechać do Góry Kalwarii, zjechać polami do zamku w Czersku i znów trzymając się rzek Wisła/Pilica dojechać do Warki. Tam coś zjeść i pociągiem do PKP Okęcie, skąd mam najbliżej do domu.

Co jakiś czas wjeżdżałem na wały by popatrzeć na rzekę. Jest wciąż mało zielono, sady bez liści, ale ptaków sporo. Spotkałem dosłownie kilku rowerzystów, więc dużo spokoju na trasie. Pod zamkiem zjadłem drugie śniadanie, w Warce już nic nie wpadło do brzucha, ale pokręciłem się miedzy obydwoma dworcami. Pociąg też był dość pusty, bez problemu zawiesiłem rower na specjalnym wieszaku. Potem jeszcze odwiedziłem znakomitą bibliotekę na Kłobuckiej, do której zwykle mam naprawdę daleko i nie po drodze.

Łącznie przejechałem niemal 80 km, z czego do pociągu 70. Chętnie wróciłbym też rowerem, ale obowiązki wzywały. Te 70 kilosów to było jednak w sam raz, umęczyłem się, ale nie umierałem 🙂