Klub Kolarski 253

15 km po Warszawie

Co można zrobić w centrum Warszawy mając dwie godziny czasu wolnego? Pozwiedzać 🙂

Choć stolica to moje rodzinne miasto, nie przestaje mnie zaskakiwać. Wczoraj postanowiłem wykorzystać dwie (niecałe) godziny wolnego w Śródmieściu na bieganie. Ruszyłem w stronę Pola Mokotowskiego, ale pętla wokół niego to raptem 3 km – trochę mało. Odwiedziłem też wewnętrzne ścieżki i ruszyłem dalej, bez konkretnego planu, za to w stabilnym tempie 5:00 na kilometr. I tak wkrótce odkryłem ciekawy plac zabaw na tyłach Pomnika Lotników poległych w II wojnie światowej (6. km).

Kolejne odkrycie to mały park za Mauzoleum Żołnierzy Radzieckich (9. km). Mniej wymuskany niż Pole Mokotowskie, z spokojem emanującym z niewielkich ścieżek. Potem znów przez Pole Mokotowskie do ruin stadionu Skry, a potem nad ul. Wawelską do kolejnego znaleziska: skweru Sue Ryder (12. km). Tam można znaleźć np. małą fontannę, która aż prosi by zaczerpnąć z niej wody dla zroszenia czoła. Albo napić się ze źródła oligoceńskiego tuż obok.

Właściwie dopiero teraz spotkałem światła przecinając ul. Filtrową. Dotąd biegłem zupełnie bez przeszkód, jakbym nie znajdował się w centrum europejskiej metropolii. Wkrótce obiegając siedzibę Filtrów zobaczyłem słynną siedzibę Prawa i Sprawiedliwości na ul. Nowogrodzkiej (13. km), a zza jej płota dobiegał brzęk piły elektrycznej…

Wbiegałem w ciasne uliczki Śródmieścia i zacząłem się zastanawiać do dalej? Przeliczałem w głowie tempo i pozostały czas i wykluczyłem półmaratonowe 21 km. I tak miałem już rekordowy dystans – początkującemu nie trzeba wiele 🙂 – a chciałem mieć jeszcze chwilę na ochłonięcie i ogarnięcie. O! słynna galeria Raster! 15. km wypadł koło kościoła św. Barbary i uznałem, że wystarczy. Szybkie rozciągnięcie, parę łyków wody, dwa cukierki czekoladowe, puszka coli i batonik były dobrą nagrodą uzupełniającą energię 🙂 Wyszło trochę ponad 15 km w godzinę i 18 minut, super!

Cóż, każdemu mogę polecić takie niespodziankowe bieganie-zwiedzanie. Nowe miejsca dodają energii, a przy okazji znajomość miasta wyraźnie się poprawia. I tylko pozostaje mały żal, że kolejnym razem nie będzie już tej tajemnicy za zakrętem 🙂